|
Wpisał: Administrator
|
|
19.12.2006. |
27-letni scenarzyści James Wan i Leigh Whannell poznali się w trakcie studiów filmowych w Australii. Szybko okazało się, że Wana wyróżnia przywiązanie do kina gatunkowego. "W szkole starano nam się wpoić artystyczne podejście do kręcenia filmów, modne były czarne paznokcie i berety, a studenci z zapałem tworzyli dzieła na temat ... piasku. Tymczasem James Wan pokazywał nam swoje filmy pełne zombie i od razu było widać, że narodził się wielki talent". Wan i Whannell przystąpili do pisania scenariusza w oparciu o prosty pomysł: dwóch mężczyzn budzi się w zamknięciu, jeden z nich musi zabić drugiego, żeby się wydostać. W miarę rozrastania się historii pojawiały się nowe postacie, a samą strukturę wzbogacono o szereg skoków czasowych, tłumaczących rozwój akcji. Wkrótce narodził się też zarys przesłania filmu, w czym dużą rolę odegrały doświadczenia Whannella, który podczas pisania scenariusza miał kłopoty ze zdrowiem i choć nic nie zagrażało jego życiu, choroba zmusiła go do zastanowienia się nad sobą, do zmiany swojego stosunku do świata. "Przyszło mi do głowy, że mogłoby to stanowić niezłe spoiwo dla różnych wątków tej historii".
Scenarzysta i reżyser filmu James Wan liczy na to, że widzom łatwo będzie wyobrazić sobie sytuację, w jakiej postawieni zostali bohaterowie. "Zadajemy sobie pytania: A co ja bym zrobił na ich miejscu? Czy posunąłbym się tak daleko, aby przeżyć?", zauważa Wan. Współscenarzysta oraz odtwórca roli Adama - Leigh Whannell potwierdza, że to niezwykłość sytuacji oraz przyjęcie punktu widzenia bezbronnej ofiary decyduje o sukcesie jego dzieła. W odróżnieniu od innych thrillerów, to widzowie "Piły" muszą wraz z postaciami złożyć fragmenty kryminalnej układanki w logiczną całość. Dzięki temu mogą utożsamiać się z głównymi postaciami. Największym powodem do dumy twórców jest zaskakujące zakończenie "Piły". Mają nadzieję, że niespodzianka wieńcząca seans zmusi publiczność do ponownego przemyślenia całej fabuły. Tak było np. z "Szóstym zmysłem": widzowie wracali pamięcią do wcześniejszych scen, przez co trudno im było zapomnieć film, mówi Wan. Twórca zdaje sobie sprawę z tego, że ostatnie sceny jego thrillera również wywierają niezapomniane wrażenie na widzach. To prawdziwe ukoronowanie dzieła Jamesa Wana. Na pewno go Wam nie zdradzimy.
|
|
Zmieniony ( 19.12.2006. )
|